poniedziałek, 24 grudnia 2018

Rozdział 127 [maraton 4/5]

Daleko za Białą Ziemią...

-Na pewno jej już nic nie dolega?-zapytała zatroskana gepardzica, ciągle wpatrując się w swoje młode. Maluch miał zabandażowaną łapkę i właśnie ganiał za motylkiem. Oczy białej lwicy zabłysły śmiechem.
-Zapewniam. Jest już zdrowy.Musi tylko uważać.
Gepardzica odetchnęła z ulgą.
-Dziękuję, Laro.
Oddaliła się, by zabrać swoje młode do domu. Lara, córka Lajli, odwróciła się by wrócić do jaskini. Podeszła do półki skalnej, gdzie w specjalnych dziurach przechowywała swoje mikstury oraz zioła,rośliny na zdrowie. Miała także skorupy owoców z farbą, których czasem używała. Właśnie teraz miała po taki sięgnąć, żeby narysował obok Wakati'ego Mady, która wczoraj została jego żoną, tym samym księżniczką, kiedy przeszkodził jej odgłos kroków.
Spojrzała na wyjście,myśląc, że to kolejny mieszkaniec Nowej Ziemi potrzebujący pomocy, ale był to tylko jej partner. Lara uśmiechnęła się ciepło, gdy Neno polizał ją za uchem. Przytulili się.
-Jak moja księżniczka?
Lara wybuchła śmiechem.
-Mam nadzieję, że mówisz o  niej, bo wiesz, że mnie masz tak nie nazywać.
-Kiedy to taaaakie słodkie,-lew uśmiechnął się złośliwie.
-A przywalił ci ktoś kiedyś w nos?-Lara rzuciła unosząc jedną brew do góry.
-Wtedy ty mi pomożesz.
Lara stała się dość szanowaną medyczką Nowej Ziemi.Pomogła wielu zwierzętą.

Biała lwica, z czarnymi uszami i łapami poprowadziła swojego partnera głębiej w jaskinię medyczki, która mieściła się blisko wodopoju.
Na samym końcu  w cieniu, było legowisko z trawy które należało do niej. W tej części sypiała i jadła, o czym świadczyła resztka antylopy.
Lara podeszła do swojego legowiska, by się w nim położyć. Przyciągnęła do siebie bliżej małą kulkę, która od razu zaczęła pić mleko, małymi łapkami ugniatając brzuch matki. Neno usiadł obok nich, wpatrzony z czułością w córkę.
-Jest naprawdę śliczna.
-Bo nasza,-zachichotała lwica.
Malutka lwiczka odziedziczyła po mamie białą sierść, natomiast po ojcu czerwony pędzelek ogonka i fioletowe oczy. Jedno prawe ucho miała czarne (jak Wise). Mogła wyglądać przez to trochę dziwacznie, ale dla rodziców była najpiękniejsza. Do tego zapowiadała się na odważną i silną lwiczkę. Była także kreatywna, chodz dopiero co tydzień temu przyszła na świat. Może nawet zostanie kiedyś medyczką? Lara była ciekawa jej przyszłości. Czy będzie strażniczką, lwicą polującą, a może nawet i królową? To narazie pozostało tajemnicą.
Lara pochyliła się by pocałować córkę, a mała zachichotała. Lwica wzięła ją w łapy, by umyć córeczkę. Łagodne ruchy języka uśpiły ją jednak.
-Jak ją nazwiemy?-spytał Neno
-Myślałam nad imieniem Dora
-Dora...Dora...-pomyślał na głos Neno. Następnie skinął głową,-Dora mi się bardzo podoba.
-Więc ustalone.Witamy na świecie Dora,-szepnęła cicho Lara, wpatrując się w swój skarb.
***
Na Białej Ziemi. Popołudnie...

Kilio II usiadła za jednym z drzew, wpatrzona z uśmiechem w lwa leżącego obok wodopoju. Akurat lwiątka były w terenie, więc oprócz pojedyńczych zwierząt ,nad wodopojem nikogo nie było ,więc panowała idealna cisza.
Hodari, leżał wygodnie, w łapach trzymając małą czarną kuleczkę z niebieskimi oczami. Malutka miała prawe ucho białe, a brzuszek i łapki jasnoczarne.Hodari polizał malutką po główce,  a ta wybuchła wdzięcznym śmiechem. Zapiszczała szczęśliwa , że zbudza na sobie uwagę rodzica.
-Moja mała Asanta.
-Asanta?
Z tyłu rozległ się głos należący do jego partnerki. Hodari odwrócił się z uśmiechem witając z lwicą. Kilio II ułożyła się obok niego. Nie przejęła jednak lwiątka, bo to właśnie zaczęło zasypiać, wykończone zabawą z tatą.
Kilio polizała ją delikatnie. Kiedyś myślała, że bycie rodzicem będzie dla niej najgorsze. Zwłaszcza przez obowiązki i wredny charakter jej i partnera.A jednak... Kochali swoją córkę najbardziej na świecie i oddali by wszystko, by tylko widzieć jak się uśmiecha. Była owocem ich miłości.
Hodari polizał za uchem partnerkę. On także się cieszył z zostania rodzicem . Jego marzenie się spełniło,a Lajla i Msimu byli niesamowicie dumni ,że zostali dziadkami.
-Nazwałeś ją beze mnie?
-Ma już tydzień. Musi mieć jakieś imię.
-Ale... Asanta?-lwica wywróciła oczami.
Z jednej strony , nie dziwiła się. Zarówno ona jak i Hodari, gdy tylko Matibabu przekazała im radosną nowiną, chcieli mieć syna. Wymyślili trzy imiona:Kifo,Kesho i Asante. I tylko to ostatnie można było przerobić na damskie, równocześnie jakoś brzmiące. Nie było ani zbyt lwicowate, ani zbyt lwowe. Wyjątkowe i... Kilio wydawało się , że świadczy o sile ,odwadze. A jej córka właśnie taka była. Nie płakała tak często jak inne lwiątka .Nie bała się cieni. Była silna , odważna i do tego zabawna. Potrafiła rozbawić rodziców jak nikt inny. Może kiedyś będzie troszkę wredna, ale do tego dnia jeszcze daleko.
Kilio westchnęła
-Niech będzie Asanta.Nawet do niej pasuję.
-A no widzisz, zawsze słuchaj się Hodari'ego,-wybuchł śmiechem lwem. Pózniej musiał się uspokoić, bo prawie obudził córeczkę. Musiał ją pokołysać.
Kilio uniosła jedną brew do góry.
-Słuchać, he? Zapomniałeś kto jest tu twoją mądrością?
-Moja najpiękniejsza,najodważniejsza,najmądrzejsza,-szeptał, pochylając się do pocałunku.
Kilio zaśmiała się cichutko.
-Dobra dobra, nie myśl, że tak ci się uda..
-I przede wszystkim, ta bez której nie mógłbym żyć,-pocałowali się.


Lajla siedziała u szczytu Białej Skały i z uśmiechem przyglądała się tej scenie. Pózniej odwróciła wzrok. Podszedł do niej Msimu.
-Gdzie królowa i król?
-Spędzają czas jak leniuchy. Mają akurat wolne,-uśmiechnęła się lwica.
Msimu polizał ją za uchem. Lajla wtuliła się w futro partnera, ciesząc się tą chwilą. Lew uśmiechnął się. Spoglądał w horyzont.
-Jak myślisz, jak czuje się nasza Lara?
-Wyślę Zazę do Hurumy. Muszę wiedzieć, czy jest szczęśliwa,-powiedziała Lajla, odklejając się. Wszystkie wspomnienia gdy była malutka, starsza ,jak urodziła lwiątka i to obecne ,pojawiły się. Lajla teraz także spoglądała w horyzont, chcąc by dwie najważniejsze osoby jej życia wróciły na Białą Ziemię,  by powiedzieć jej, że ciemne chmury minęły.
***
Lwia Gwardia biegła w stronę kruchej ziemi. Śmierdziało tu niemiłosiernie,więc zmarszczyli nosy. Skakali pewnie przez szpary. Gdy dobiegli do wielkiego kamienia, grupą wspieli się na niego, zeszkoczyli i pędzili dalej, aż nie dogonili uciekającej zwierzęcej grupy. Wtedy ona, Kira, wydała prosty rozkaz, by otoczyć je. Jej gwardia, składająca się z przyjaciół ,skinęła głowami. Nguvu, Jasiri zwierzynę żadkiego gatunku i bardzo małego z prawej, a Kukaa i Jicho z lewej. Kira pilnowała, by skręcali we właściwym kierunku. Równocześnie uspokajała zwierzęta, aż te się zatrzymały, akurat przed samą granicą.
Oczą liderki ukazała się ogromna, piękna pustynia, którą słońce ogrzewało, dodając jej blasku.Wolna, niebezpieczna, kusząca. Kira zmrużyła oczy, było zbyt gorąco..
-Jesteśmy daleko poza Białą Ziemią, powinniśmy wracać.
-Daj spokój, Jicho, to dalej Biała Ziemia, ale jej prowincja,-odparł znudzony Jasiri.
-Nigdy nie widziałam pustyni,-powiedziała Kira do towarzyszy,-Co powiecie na wyprawę?
-Brzmi kusząco,-dodał Jasiri
-Popieram!-Nguvu
-A ja nie,-Kukaa zmarszczyła nosek,-Jestem głodna.
-Dzisiaj ma być zebra,-odparł na to Jicho.
Zwierzyna ,wystraszona obok nich, gdy tylko grupa oddaliła się, przekroczyli granicę. Znajdując się już na lekkim pustynnym piasku Vu, zaczęły pędzić przed siebie.Na tym polegała ich migracja, ale była zbyt niebezpieczna, jeśli nie zwolniły tempa.
-Wiecie co, ciekawi mnie ta ziemia,-mruknęła pod nosem Kira,-Chciałabym , by została zaludniona... przez lwy. Stałaby się świetną prowincją, jak Biała Przystań.
-Zapowiadasz się na świetną liderkę,-Kukaa otarła się o bok przyjaciółki,-Wiesz czego chcesz i do tego dążysz. Jesteś najlepsza.
Reszta gwardii poparła.Resztę drogi przeszli w ciszy. Myśli Kiry szalały. Czy naprawdę była taka pewna tego, że podjęła dobrą decyzję kierując strażą?  A może się do tego nie nadawała? Kiedy to wyjdzie na jaw?
-Najlepsze jest to, że jesteśmy pierwszą gwardią z liderem posiadającym ryk!-powiedział Jicho,-Poprzednia liderka, Mia, nie miała ryku.
-A najodważniejszym był Koda, najsilniejszym Bahati..-kontynuował Nguvu
-..najszybsza Bora...ciekawe,gdzie obecnie jest...-zamyśliła się Kukaa
-...A bystrookim Shani,-dokończył Jasiri.
Mia... no właśnie.Liderka.

Gdy tylko dotarli na Białą Ziemię, rozdzielili się. Kukaa i Jasiri pobiegli coś zjeść, Jicho by spotkać się z bratem, a Nguvu na trening walki z  ojcem. Kira postanowiła złapać coś po drodze. Cel padł na góralka. Musiała przyznać przed sobą, że świetnie poluję, bo złapała go  szybko i bez trudności. Mięso było apetyczne, ale ledwo przechodziło jej przez gardło. Miała otóż cel dzisiejszego dnia.

Kira nic nie wiedziała, o spotkaniu wczorajszym brata z Kukąą. On sam uznał, że lepiej to przemilczeć. Gdy zakończył tego dnia lekcje z mamą o Kręgu Życia, musiał jeszcze uczestniczyć w próbnym składaniu raportu i lekcjach ojca z walką. Ta ostatnia czynność była najprzyjemniejsza. Mfalme jak każdy lwiak w jego wieku, ekscytował się walką. Nie sprawiała mu ta też trudności, bo był silny, skupiony, sprawny. Jego ojciec nazywał to talią SSS. 
Mfalme żałował, że lekcja walki przeszła tak szybko , bo to znaczyło, że musiał znalezć sobie na resztę dnia zajęcie. Postanowił więc spędzić czas na łące gepardów, gdzie Kukaa często się z nimi bawiła. Znudziło mu się jednak szybko i znów pomaszerował na Białą Skałę.
-Mfalme, gdzie twoja siostra?-spytała Nora.
-Nie wiem mamo, pewnie się gdzieś włóczy. Nudzi mi się.
-Może chcesz iść ze mną?-Zawadi spojrzała na niego pilnie,-Właśnie idę na polowanie, mogę cię nauczyć.
-Polować? Ale to dla dziewczyn!
Zawadi fuknęła pod nosem,a  Nora zaśmiała się. Mfalme spojrzał na mamę niewiedząc.
-Z czego się śmiejesz?
-Za kilka lat, jak będziesz musiał zdobyć posiłek dla stada i rodziny nie myśl, że cię nie ostrzegałam.. Nie ważne czy jesteś lwem czy lwicą, jak możesz wyrosnąć na złodzieja, jeśli nie nauczysz się polować. I nie ma z tym związku twoja wysoka ranga, na którą jeszcze sobie zasłużysz. 
Mfalme jak zawsze podziwiał mądrość mamy. Skinął więc pewnie głową i wyszedł z jaskini za córką Kamby. Biały lwiak musiał przyznać, że polowanie jest jednak fajne.
***
Mia, była naprawdę piękną lwicą. Uroku dodawała jej jeszcze siła. Dawna przywódczyni Lwiej Gwardii, wróciła właśnie z patrolu na który poszła z Shani i Korą, jej przyjaciółkami. Gdy Kira ją dojrzała na horyzoncie, z początku się wahała, nim podeszła do lwicy.
-Mia, możemy porozmawiać?
Mia spojrzała na córkę Nory od razu, a w oczach odbił jej się niepokój.Skinęła głową i odeszła trochę na bok. Widząc smutek w oczach księżniczki, spytała:
-Księżniczko Kiro, o czym chciałaś porozmawiać?
-Mia, czy jak byłaś liderką Lwiej Gwardii to wiedziałaś od razu że tego chcesz, kiedy byłaś gotowa, czy żałujesz???
Mia zastanowiła się uważnie nad pytaniami i delikatnie odpowiedziała na nie.
-Kiedy byłam nastolatką.Wtedy byłam gotowa.Nie żałuję.-Mia spojrzała z lekkim uśmiechem na córkę Kisu,-Martwisz się, że nie dasz sobie rady, prawda?
-Ja... wiem, że tego chce, ale co jeśli...-Kira spojrzała na swoje łapy. Mia zdobyła się na gest czułej lwicy, gdy położyła ogon na karku księżniczki.Przez chwilę poczuła się, jakby znów była tu jej mała Mady.
-Dasz sobie radę, jeśli w to wierzysz. Ważne jest to, byś dzielnie dążyła do celu i nie zważała na małe błędy, na nich się przecież uczymy,prawda?
Kira podniosła na lwicę spojrzenie.Oczy Mii błyszczały i Kira nie mogła się nie uśmiechnąć.
-Dziękuję, Mia.
Mię nie dziwiło, że o to pyta. Wszyscy słyszeli już o darze księżniczki.Lwica trochę podejrzewała, co mała planuję, ale postanowiła zostawić to dla siebie. Gdy księżniczka odeszła, Mia wróciła do swych przyjaciółek nie mówiąc zbyt wiele.

Kira postanowiła  początkowo udać się nad wodopój, pózniej jednak  zmieniła zdanie. Był zbyt oblegany, a ona chciała pobyć chwilę sama. Przypomniały jej się opowieści mamy, o wodopoju, który odkryła z przyjaciółmi i rodzeństwem i on, podczas wojny uchronił ciężarne, starszych i lwiątka.
Kira niedokładnie wiedziała gdzie on jest, ale mimo pózniej pory, uznała, że szybko go znajdzie. Skierowała się więc w stronę inną niż baobab, zgrabnie i szybko ruszając łapkami.
To zamieniło się w bieg.

Nim się obejrzała, doszła rzeczywiście do wodopoju. Zatrzymała się przed nim, by napić się wody. Wodospad wydawał potężne dzwięki, gdy szumiąca woda spływała na sam dół. Kira rozejrzała się ,by znalezć potencjalne tajne przejście.
Zauważyła kamienie, po którym postanowiła się wspiąć. Kilka sekund pózniej, po śliskich kamieniach,doszła do końca trasy. Jaskinia była ciemna, zimna, ale dobrze ukryta. Kira pomyślała, że mieliby tu całkiem dobrą bazę straży, gdyby nie była daleko od Białej Ziemi.
A księżniczka naprawdę kochała swój dom.

Kira odwróciła się, by zacząć już wracać. Wychyliła się głowę na zewnątrz i zamarła. Słońce już zachodziło, a ziemia czerniała. Pojawiały się pojedyńcze gwiazdy.Nie!
Księżniczka zbiegła po schodkach, omal nie skręcając sobie łapy.Przepłynęła przez wodę i nie czekając, pognała w stronę Białej Skały.
Nie widziała jednak swojego domu, więc biegła na oślep, usilnie mając nadzieję, że wróci do domu.

~Spokojnie.Jest dobrze.
Noc. Biała Ziemia pokryła się w mroku nocy. Niebo pokryły migające gwiazdy. Kira, dalej była daleko poza domem, ale przynajmniej na Białej Ziemi.
Usiadła na ziemi zrezygnowana. No trudno, poszuka domu jutro.  Odeszła trochę ,aż do norki.Zapach był stary .Pewnie należała do lisów pustynnych, nim te się przeniosły. Lwiczka ułożyła się wygodnie, przygotowana zapaść w niespokojny sen.
~Mogę zaprowadzić cię do domu. Tu jest niebezpiecznie.
Kira potrząsnęła głową. Znów słyszała ten ciepły, troszkę zachrypnięty głos. Rozejrzała się po ciasnej norce, ale tutaj nikogo nie było.
-Wydaje mi się... jestem zmęczona.
~Nie jesteś. Silna, odważna liderka, która nie powinna wątpić w swoją ścieżkę. Jesteś Kirą,  nie tylko księżniczką, córką, siostrą, przyjaciółką , liderką...ale również sobą, lwiczką. 
-K-kim jesteś? Pokaż się!
Przed nią rozbłysło światło. Kira powoli wstała. Ze światła, pomału ukazywała  się lwica. Jej pysk, łapy, wszystko było ciemnozłote.Mieniły się na niej miliony gwiazd, była blada, ale promieniała. Oczy miała czerwone. Kira nie bała się jej, a czuła dziwny spokój i szacunek. Pochyliła głowę i ponowiła swoje pytanie. Ta lwica kogoś jej przypominała.
~Jestem Kilio, ale chyba nie muszę ci mówić, kim jestem?
-Oczywiście,że nie,-spojrzała na ducha wielkimi, błyszczącymi oczami,-Przyjaciółką mojej babci,Wise i cioci Taje. Oraz mamą taty i wuja!
~Tak. Przyjaciółką wielu lwic i lwów, partnerką Busary, mamą trójki lwiątek i siostrą piątki braci.Zmarła wiele miesięcy temu, zanim się urodziłaś. Jestem też twoją babcią. I Mfalme. Obserwuje was od początku.Jestem dumna. 
-To zaszczyt cię poznać... babciu.Czemu ja cię widzę?
~Matibabu nie powiedziała ci  chyba o Duchowych Przewodnikach.-lwiczka pokręciła głową na nie,~Jestem twoją Duchową Przewodniczką. Tylko ty mnie widzisz i tylko tobie mogę służyć radą. Będę prowadzić cię twoją ścieżką, zawsze będąc gdy będziesz mnie potrzebować. Tak jak teraz.
-Wiesz jak mam wrócić do domu?
~Wiem, ale nie będzie to konieczne teraz. Twój tata cię szuka i znajdzie. Bądz cierpliwa. 
-Czy jeszcze kiedyś się zobaczymy?
~Zawsze , gdy tego zechcesz, moja mała.
Lwica zaczęła rozpływać się, by z uśmiechem na pysku zniknąć.

Kira była tak szczęśliwa tym spotkaniem, że nie mogła przestać się uśmiechać. Niewiele czasu pózniej, przez cichą sawannę dosłyszała głos ojca.
-Kira! Kira! Córeczko!
Lwiczka wybiegła z norki, by wyjść mu na spotkanie. Z Kisu był jeszcze Msimu, Ndoto, Maisha, Shani i Koda. Wszyscy wyruszyli by z królem poszukać księżniczki.
Kira wpadła w ramiona tacie.
-Jestem!
Kisu przytulił ją do siebie. Kilka razy wycałował za uchem, nim na nią spojrzał.
-Gdzie byłaś? W nocy jest niebezpiecznie.
-Przepraszam tato. Poszłam do tego wodospadu, o którym mówiła mama.Zapadła noc i się zgubiłam. Chciałam poczekać na dzień, ale wtedy...
-Już dobrze, kochanie. Wskakuj mi na plecy, wracamy do domu.
Kira wykonała jego polecenie. Kisu dał towarzyszą znak, że mogą wracać. Wyruszyli w stronę domu, bez mrugnięcia okiem.
-Gdy będziesz starsza, też z łatwością odnajdziesz drogę.
-Mam też Duchowego Przewodnika. To babcia Kilio.
Kisu oczy rozwarły się szerzej.
-Naprawdę? To cudownie, że wybrała sobie ciebie.
-Czuję się naprawdę dumna.
-I ona pewnie też taka jest,-uśmiechnął się lew sam do siebie, wspominając swoją mamę.

Na Białej Skale, Nora także ucieszyła się z powrotu córki. Mfalme udający że śpi, także przywitał się z siostrą. Dwa królewskie lwiątka dosyć szybko, zapadły w sen. Za ich przykładem poszła reszta stada.



Hejka! Jak bawicie się na maratonie? Zrobiłam go by nie zaniedbywać bloga. Wena nie dopisuje mi i dlatego musieliście czekać. Kilka rozdziałów może być mniej fajnych, ale i tak liczę ,że się spodobały! Wiele się działo :) Ten rozdział , chodz krótki, jest jak dla mnie bardzo ciekawy. Czytałam go i miło było- poznaliśmy dwoje lwiatek, Duchowy Przewodnik Kiry się pojawił i jeszcze rozmowa z Mią <3
Ten rozdział mogę śmiało zadedykować wam wszystkim, za to, że jesteście.

~Pozdrawiam. Autorka.
Ps: Postanowiłam jednak dodać Lunę, Adele, Gizę itp do zakładki z Pokoleniem 3. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz